15.7 C
London
Sunday, September 19, 2021

Afera mailowa, kolejny wyciek: czy tak wyglądała umowa koalicyjna?

Must read

- Advertisement -


W internecie pojawił się w ostatnich dniach dokument mający zawierać treść ostatniej umowy koalicyjnej między Prawem i Sprawiedliwością, Solidarną Polską a Porozumieniem. Zawartość domniemanej umowy wskazuje, jakoby chodziło w niej głównie o podział stanowisk, a nie określenie politycznych celów ugrupowań. To ostatnia odsłona afery mailowej wokół rządu Zjednoczonej Prawicy.

Jedenaście miesięcy temu liderzy ugrupowań tworzących Zjednoczoną Prawicę podpisali nową umowę koalicyjną. Złożenie podpisów nastąpiło 26 września w obecności dziennikarzy w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. – Jestem głęboko przekonany, że dzisiejszy dzień dobrze zapisze się w naszej historii, bo mamy przed sobą trzy lata do kolejnych wyborów parlamentarnych. Jestem pewien, że będą to lata dobrze wykorzystane dla Polski – powiedział wówczas Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości.

– Doszliśmy do wspólnych ustaleń dotyczących nowego programu rządowego na najbliższe trzy lata i do wspólnych ustaleń dotyczących nowej struktury. To będzie bardziej skondensowana struktura rządu – zapewnił Jarosław Gowin, lider Porozumienia.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

Zbigniew Ziobro, szef Solidarnej Polski, stwierdził, że “czas pokazał, a czas się nie myli, że te pięć lat” rządów Zjednoczonej Prawicy, to “pięć lat dobrych dla Polski”. – Dlatego mamy prawo wnioskować, że kolejne lata, które przed nami to też dobry czas, ale wtedy i tylko wtedy, jeśli będziemy zgodnie współpracować, szanując decyzje Polaków, którzy postawili na Zjednoczoną Prawicę, szanując wzajemnie swoją podmiotowość i szanując wspólne cele, jakie sobie wyznaczyliśmy – powiedział.

- Advertisement -

Dwa tygodnie po podpisaniu dokumentu doszło do rekonstrukcji rządu.

Jest termin zaprzysiężenia rządu. Lewica: rząd PiS to najbardziej rozbudowana struktura w III RPTVN24

Koalicyjne spory przed podpisaniem

Jednak umowę koalicyjną podpisano dopiero po kryzysie i sporach między koalicjantami. I tak 17 września 2020 roku odbyło się spotkanie klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości – ale bez udziału koalicjantów. Po nim rzeczniczka partii Anita Czerwińska przekazała, że kierownictwo PiS dyskutowało za zamkniętymi drzwiami o dyscyplinie partyjnej w sprawie głosowania nad procedowaną wówczas w parlamencie nowelą ustawy o ochronie zwierząt. Dzień wcześniej część klubu PiS, w tym wszyscy posłowie Solidarnej Polski, zagłosowała bowiem za odrzuceniem tego projektu.

– Jeżeli nasi koalicjanci poskromią oczekiwania i zastosują się do decyzji, które podejmuje kierownictwo Zjednoczonej Prawicy, będzie można wrócić do negocjacji w sprawie rekonstrukcji [rządu]. Teraz są one zawieszone – stwierdził wówczas szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Relacjonował, że Jarosław Kaczyński odniósł się do sytuacji negocjacji z koalicjantami, stwierdzając, że “w tej sytuacji negocjacje nie mają sensu”, skoro “dotychczasowi koalicjanci występują z innym programem, z innymi pomysłami, z innymi wskazaniami do głosowań niż cały klub”.

Politycy PiS mówili wówczas o przedstawicielach Solidarnej Polski, że są “niekompetentni”, “nielojalni”, że “woda sodowa uderzyła im do głowy” i że grają “nie w swojej lidze”.

Przed podpisaniem umowy koalicyjnej politycy PiS spotykali się jeszcze kilkakrotnie przy Nowogrodzkiej w ścisłym kierownictwie, bez udziału przedstawicieli Solidarnej Polski i Porozumienia. Dodatkowo Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro rozmawiali dwukrotnie w cztery oczy.

Mateusz Morawiecki o planowanych zmianach w rządzieTVN24

Partie nie udostępniają treści umowy. Sąd: to informacja publiczna

Przy podpisywaniu umowy koalicyjnej politycy Zjednoczonej Prawicy nie przekazali opinii publicznej jej szczegółów. – Rekonstrukcja rządu, deklaracja wspólnego startu w kolejnych wyborach, wspólnych uzgodnień projektów legislacyjnych, między innymi takie kwestie znalazły się w podpisanej w sobotę nowej umowie koalicyjnej Zjednoczonej Prawicy – informowała ogólnie Polską Agencję Prasową Anita Czerwińska. Dodała, że jest tam też mowa o deklaracji ścisłej współpracy w ramach klubu parlamentarnego.

Tuż po podpisaniu umowy koalicyjnej stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska, działające w obronie jawności życia publicznego, zwróciło się do wszystkich ugrupowań tworzących Zjednoczoną Prawicę o udostępnienie dokumentu. Żadna partia do tej pory tego nie zrobiła. Ich przedstawiciele w przesłanych organizacji odpowiedziach tłumaczyli, że jest to “dokument wewnętrzny”; “wewnętrzna umowa”.

10 marca 2021 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w nieprawomocnym wyroku – wydanym po skardze Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska na otrzymaną odpowiedź z biura PiS – stwierdził, że umowa koalicyjna jest informacją publiczną. Zdaniem WSA skoro nadrzędnym celem partii politycznej jest udział w życiu publicznym, jest to równoznaczne z przejawem działalności partii w tym obszarze.

“Trudno zatem zaakceptować pogląd, że działania i akty podejmowane przez partie polityczne rządzące państwem i dotyczące tego rządzenia nie mogą być transparentne” – napisał sąd w pisemnym uzasadnieniu. Jednocześnie zastrzegł, że “nie można wykluczyć, że umowa koalicyjna zawiera również informacje nie posiadające waloru informacji publicznej lub informację publiczną, która podlega prawnej ochronie”.

Politycy Zjednoczonej Prawicy nie raz powoływali się na umowę koalicyjną

Dokument nie został jednak nigdzie opublikowany czy przedstawiony. W przestrzeni publicznej funkcjonowały szczątkowe informacje o zakresie umowy. 

Do jej ustaleń – ale bez szczegółów – odnosili się politycy ugrupowań tworzących Zjednoczoną Prawicę, gdy wskutek różnych politycznych sporów oskarżali się wzajemnie o brak jej realizacji czy łamanie.

Marcin Ociepa z Porozumienia, wiceminister obrony narodowej, mówił 1 października 2020 roku w “Rozmowie Piaseckiego” TVN24, że część umowy dotycząca składu rządu jest jawna, ale “są tam pewne rzeczy, które nie mogą być jawne ze względów wrażliwości bezpieczeństwa państwa”. – Są niektóre względy, obszary życia państwa, które siłą rzeczy pozostają poufne – przekonywał. Pytany, czy w umowie koalicyjnej są kwestie programowe, odpowiedział: – Są i nie są.

W listopadzie 2020 roku w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” poseł Michał Wypij z Porozumienia mówił, że wycofanie się kategoryczne z reformy szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina “byłoby błędem i złamaniem umowy koalicyjnej”. Gdy w lutym 2021 roku Janusz Kowalski z Solidarnej Polski stracił fotel wiceministra aktywów państwowych, jego partia w wydanym oświadczeniu przekazała, że “nastąpiło to wbrew umowie koalicyjnej zawartej w ramach Zjednoczonej Prawicy”.

“Nie jest tajemnicą, że PiS nie wykonuje w pełni umowy koalicyjnej” – mówił z kolei 12 marca tego roku Marcin Ociepa w rozmowie z “Dziennikiem Gazetą Prawną”. W kwietniu 2021 roku, gdy wybuchł spór dotyczący kierownictwa Porozumienia (europoseł Adam Bielan stwierdził, że to on pełni funkcję p.o. prezesa) Jarosław Gowin stwierdził w Polsat News: – Uważamy, że umowa koalicyjna de facto została jednostronnie zawieszona przez PiS w momencie poparcia próby obalenia legalnych władz Porozumienia.

Na początku sierpnia, gdy Anna Kornecka z Porozumienia straciła fotel podsekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, Gowin mówił w TVN24: – Decyzja premiera o dymisji Anny Korneckiej nie była ze mną konsultowana. Narusza ona umowę koalicyjną. W odpowiedzi na to Piotr Mueller, rzecznik rządu stwierdził w Polsat News, że “złamaniem umowy koalicyjnej jest toczenie ostentacyjnych debat krytykujących pewne założenia, które się wcześniej akceptowało”. Natomiast Radosław Fogiel, wicerzecznik PiS, informował rozmowie z “Polską The Times”, że “umowa koalicyjna przewiduje przede wszystkim współpracę i wspieranie projektów Zjednoczonej Prawicy”.

Domniemana umowa koalicyjna jako kolejna odsłona afery mailowej

26 sierpnia tego roku osoby stojące za tzw. aferą mailową – w ramach której do sieci miały trafić maile m.in. z prywatnej skrzynki szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka – opublikowały zrzut ekranu maila, którego miał wysłać 26 września 2020 roku (a więc w dniu podpisania umowy koalicyjnej) Krzysztof Sobolewski, obecnie sekretarz generalny PiS, do wiceprezesa partii Joachima Brudzińskiego. Treść maila miała brzmieć: “Wiadomość jest gotowa do wysłania wraz z następującymi załącznikami (plikami lub linkami) Umowa koalicyjna_26.09.2020”. Opublikowano także plik Word z treścią domniemanej umowy koalicyjnej.

Dokument ten sprawia wrażenie roboczego – są błędy gramatyczne i literówki, nawet w tytule: “Umowa pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością a Porozumienie Jarosława Gowina a Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry z dnia 26 września 2020 roku”. Błędy mogą oznaczać, że domniemana umowa powstawała w pośpiechu albo że mogła to być któraś jej kolejna wersja.

Które stanowiska dla Solidarnej Polski, które dla Porozumienia

Opublikowany tekst zawiera 34 punkty – nie ma tam żadnych politycznych deklaracji czy celów, które koalicja Zjednoczonej Prawicy miałaby zrealizować. Jest tylko ogólnikowo napisane: “Strony ustalają wspólną i solidarną pracę dla Polski. Strony ustalają realizacje koalicyjnego programu”.

Reszta dotyczy podziału miejsc na listach wyborczych, podziału subwencji budżetowej dla partii, podziału stanowisk w rządzie, ministerstwach, a także w województwach.

I tak według treści domniemanej umowy, w kolejnych wyborach do Sejmu, Senatu, sejmików, rad miast na prawach powiatu i Parlamentu Europejskiego parlamentarzyści i radni Porozumienia i Solidarnej Polski mieliby otrzymać takie samie miejsca na listach jak w ostatnich wyborach. Wszystkie trzy partie deklarują przy tym, że przegłosują w parlamencie zmianę “ustawy o finansowaniu partii z budżetu” (jest ustawa o partiach politycznych, która zawiera przepisy o finansowaniu partii – red.), Kodeksu wyborczego i koniecznych rozporządzeń, by umożliwić proporcjonalny podział subwencji otrzymywanej przez Prawo i Sprawiedliwość.

Solidarna Polska i Porozumienie nie dostają bowiem pieniędzy z budżetu, ponieważ przed wyborami w 2019 roku nie podpisały z PiS umowy koalicyjnej, która dawałaby im takie prawo.

W jedenastu punktach treści domniemanej umowy spisano zasady podziału stanowisk w rządzie po rekonstrukcji (została ona przeprowadzona na początku października 2020 roku – red.). Z tym że opisano tylko te stanowiska, które mają zająć osoby rekomendowane przez Porozumienie i Solidarną Polskę. Można domniemywać, że wszystkie inne stanowiska miał obsadzać PiS.

Zgodnie z tymi zapisami Porozumienie miało wskazać kandydatów na: wicepremiera, ministra rozwoju wraz z wiceministrami w tym resorcie (jeden wiceminister miał być rekomendowany przez PiS), ministra – członka Rady Ministrów – pełnomocnika rządu ds. rozwoju samorządu terytorialnego. Miało też otrzymać stanowiska sekretarzy stanu w trzech ministerstwach: obrony, nauki i szkolnictwa wyższego, rodziny lub finansów; stanowiska dwóch podsekretarzy stanu w resortach aktywów państwowych i nauki. Porozumienie miało też rekomendować członka zarządu TVP oraz czterech kandydatów na wicewojewodów: podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, wielkopolskiego i łódzkiego.

Z kolei politycy Solidarnej Polski – według zapisów domniemanej umowy – mieli obejmować stanowiska: ministra sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego (zastępcę Prokuratora Krajowego miał rekomendować PiS), trzech sekretarzy stanu i co najmniej dwóch podsekretarzy stanu w resorcie sprawiedliwości, a także stanowisko ministra w kancelarii premiera – członka Rady Ministrów, pełnomocnika ds. obrony praw obywatelskich i tożsamości europejskiej.

Ponadto – jak wskazuje domniemana umowa – Solidarna Polska miała objąć stanowiska trzech sekretarzy stanu w ministerstwach: aktywów państwowych, klimatu i rolnictwa. Partia Zbigniewa Ziobry miała sobie zagwarantować prawo do wskazania trzech wicewojewodów: dolnośląskiego, pomorskiego i lubelskiego oraz do rekomendowania zastępcy szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

W punkcie 24 domniemanej umowy napisano: “Strony ustalają zasadę, że nie można odwołać nikogo ze wskazanych przez SP i Porozumienie osób bez wcześniejszych uzgodnień w gronie koalicyjnym”. W kolejnych punktach opisano zasady funkcjonowania koalicji w parlamencie i działalności Rady Koalicji. Jest też zapis o zakazie publicznej krytyki rządu i koalicyjnych partii.

Ostatni, 34. punkt domniemanej umowy koalicyjnej, stwierdza: “Niniejsza umowa nie jest dokumentem jawnym”. Przypomnijmy, że również poprzednie umowy koalicyjne Zjednoczonej Prawicy – z 14 lipca 2014 roku i z 28 listopada 2019 roku – nie zostały upublicznione. Na stronach internetowych PiS nie ma też treści porozumienia programowego, które ta partia zawarła 14 czerwca tego roku z ugrupowaniem Pawła Kukiza.

Natomiast na zarchiwizowanej stronie PiS można znaleźć treść umowy koalicyjnej, którą ta partia zawarła 27 kwietnia 2006 roku z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną. Składa się ona z deklaracji programowej i trzech załączników, w których opisano cele i zadania rządu, zasady współpracy koalicyjnej i wykaz projektów ustaw i zamierzeń legislacyjnych.

Staraliśmy się zweryfikować autentyczność dokumentu opublikowanego w sieci. Pytania wysłaliśmy 26 sierpnia rano do rzeczniczki Prawa i Sprawiedliwości Anity Czerwińskiej, rzeczniczki Porozumienia Magdaleny Sroki i sekretarza generalnego Solidarnej Polski Mariusza Kałużnego. Wysłaliśmy też pytania SMS-em i staraliśmy się dodzwonić. Magdalena Sroka w rozmowie telefonicznej obiecała zapoznać się z dokumentem, ale potem przekazała w odpowiedzi SMS-sem, że nie będzie komentowała sprawy. Mariusz Kałużny, również w wiadomości SMS-owej, napisał, że nie zna tematu i musi się z nim zapoznać – dotychczas odpowiedzi nie dostaliśmy. Anita Czerwińska nie odpowiedziała na żadną z prób kontaktu. 27 sierpnia ponowiliśmy nasze pytanie, lecz nie otrzymaliśmy dotychczas żadnej odpowiedzi.

Afera mailowa trwa od czerwca

Domniemane maile polskich polityków są publikowane w internecie od co najmniej 4 czerwca 2021 roku. Opinia publiczna dowiedziała się o nich 8 czerwca, kiedy włamano się na konto na Facebooku żony szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka. Od tego czasu w regularnie – prawie codziennie – publikowane są w internecie treści mające pochodzić z prywatnych skrzynek mailowych ministra Michała Dworczyka, premiera Mateusza Morawieckiego czy europosła Joachima Brudzińskiego.

Materiały udostępniano najpierw w kanale w rosyjskim serwisie Telegram, a od 26 lipca pojawiają się na jednej ze stron internetowych. Minister Dworczyk nie potwierdził dotychczas, czy screeny maili i dokumentów publikowanych jako efekt ataku hakerskiego są autentyczne.

Źródło zdjęcia głównego: PAP/Radek Pietruszka



Source link

More articles

- Advertisement -

Latest article