18.3 C
London
Friday, May 24, 2024

Praca z kampera. “Na tych samych parkingach spotykamy milionerów”

Must read

- Advertisement -


Mówili: jesteście młodzi, kariera się wam rozkręca, a mieszkacie w samochodzie. My na tych samych parkingach spotykamy milionerów, którzy przyjeżdżają wielkimi luksusowymi kamperami – opowiada w rozmowie z TVN24 Biznes Maja Sobańska, współprowadząca profil Van Paweł na Instagramie. Jej zdaniem wszyscy dążą do tego samego. – Tak naprawdę chcą mieć proste życie – stwierdza.

– Tu są widoki, których nie ma w najlepszych hotelach. My na tych samych parkingach spotykamy milionerów, którzy przyjeżdżają wielkimi luksusowymi kamperami. Stają obok naszego dużo tańszego vana i patrzymy przed siebie. Każdy z nas wie, że mieć dużo, to nie znaczy żyć dużo – opowiada w rozmowie z TVN24 Biznes Maja Sobańska, która wyjechała z Polski i mieszka ze swoim partnerem Michałem Kasprzakiem w kamperze. Wspólnie prowadzą profil na Instagramie Van Paweł.

Różne sposoby na zarabianie pieniędzy

To ich kolejna podróż. Byli we Francji, Estonii, w Maroku, a teraz są w Hiszpanii. Uważają, że życie w vanie łączy różne grupy społeczne. – Emerytów, bardzo młodych ludzi, z dziećmi, ze zwierzętami. Można spotkać cały przekrój społeczeństwa. Wszyscy dążą do tego samego. Żeby być bliżej natury, żeby mieć spokój i odpocząć. Tak naprawdę mieć proste życie – stwierdza Maja.

- Advertisement -

Jak łączyć proste życie z pracą? – Jest wiele sposobów na zarabianie pieniędzy: zdalnie, dorywczo, są tacy, którzy prowadzą biznes przez pół roku, później go zawieszają. Mamy znajomych, którzy sprzedają zapiekanki nad morzem podczas sezonu. Później jadą w świat kamperem – wymienia Michał Kasprzak.

Aktualnie Maja i Michał pracują w Tranquilo Glamping (glamping to forma wypoczynku, dzięki której możesz mieć bliski kontakt z naturą i jednocześnie nie rezygnować z luksusów oferowanych w hotelach). Podlewają tam rośliny, opiekują się gośćmi, prowadzą prace remontowe. – Jesteśmy otwarci na różne opcje, próbujemy wielu rozwiązań, bo jesteśmy ciekawi świata. W Polsce byłem analitykiem w banku, a Maja makijażystką na planach filmowych. Mieszkamy teraz w pięknych okolicznościach przyrody, w intrygujących miejscach i niedługo rozpoczniemy pracę zdalną przy działaniach marketingowych dla firm. Robimy zdjęcia, filmy, będziemy prezentować produkty – podaje przykłady. 

Mają 26 lat, ale, jak zaznaczają, zarabiać na siebie zaczęli od wczesnej młodości.  – Nie prowadziliśmy wystawnego życia. Nie było drogich imprez czy ubrań. To nie jest nasza bajka. Przez całe studia pracowaliśmy na pełen etat i stąd mieliśmy oszczędności, które zainwestowaliśmy w zakup vana. Kosztował nas 35 tysięcy złotych. Drugie tyle dołożyliśmy, aby przystosować go do naszych podróży –  wylicza Michał. 

Mówią, że w vanie jest wszystko, co jest im potrzebne do życia –  Mamy ogrzewanie, ciepłą wodę. Jesteśmy szczególnie zadowoleni ze stołu, który w nocy zamienia się w łóżko. Nasz kamper miał być najbardziej domowy, jak się tylko da – opisuje Maja. 

Początkowo rodzina nie reagowała optymistycznie na pomysł wyjazdu. Mówili: jesteście młodzi, kariera się wam rozkręca, a mieszkacie w samochodzie. – Widzę to jednak tak, że nauczyliśmy się nowych rzeczy, co jest bardzo cenne. Wstałem zza biurka w banku, wziąłem wiertarkę i zbudowałem vana. Szukanie wiedzy, wyciąganie wniosków z popełnionych błędów, to też ważna kompetencja. Nabraliśmy jeszcze większego szacunku do rzemieślnictwa. Dzięki temu doświadczeniu zajmowałem się też montowaniem scenografii, nauczyłem się nowego zawodu. Wcześniej nawet nie przyszłoby mi to do głowy – podkreśla Michał.

Podobnie widzi te doświadczenia Maja, która opowiada, że w Maroko pierwszy raz w życiu rozpalała ognisko. – Do tego codzienność jest taka, że nie masz zmywarki, więc myjesz naczynia ręcznie. Nie ma wody, to musisz ją znaleźć. To też wymaga tego, aby zbudować relacje z napotkaną osobą, porozmawiać z kimś, poznać nowych ludzi. To nie są komfortowe sytuacje, że wchodzisz do sklepu, płacisz kartą i wchodzisz. Tu nie ma prostych transakcji – zaznacza.

Ile kosztuje takie życie? – Staramy się podróżować budżetowo, oszczędnie, wszystkie wydatki zapisujemy w excelu. Trasa to jest największy koszt, bo wtedy trzeba kupić paliwo, które w Hiszpanii kosztuje tyle samo, co w Polsce. Podróżowanie po Litwie, Łotwie i Estonii przez półtora miesiąca kosztowało nas dokładnie 4,9 tysięcy złotych na dwie osoby – wyliczają.

Mają jedną radę. – Przy takich wyjazdach warto zadbać o poduszkę finansową. Powtarzamy to wszystkim, że jednak my ją mamy, bo wynajmujemy mieszkanie w Polsce. To daje nam spokój i możliwość podejmowania decyzji takich, jakie chcemy – zaznaczają. 

Ten rodzaj podróżowania nie jest dla każdego

Pracę zdalną z podróżowaniem połączył Marek Błażewicz, analityk systemów komputerowych, który wyjechał w połowie kwietnia ze swoją partnerką Bronką do Francji i Hiszpanii. Jak zacząć taką podróż? Mówią, że od testów. 

– Warto w pierwszej kolejności wyjechać na jeden weekend w kraju, w Polsce. Sprawdzić, jak działają poszczególne rzeczy. Potem wyjechać na drugi weekend czy nawet na tydzień. I usprawniać to, czego brakuje – zaznacza w rozmowie z TVN24 Biznes.

Podróże kamperemArchiwum prywatne Marka Błażewicza

Tłumaczy, że w trakcie takiego wyjazdu wiele rzeczy może nas zaskoczyć. Nawet to, że w aucie jest tak mało miejsca. Jak jest ciepło, to można pracować na zewnątrz, ale jak jest zimno, to trzeba poradzić sobie na kilku metrach.

Podpowiada też, że jeżeli musielibyśmy raz dziennie odbierać maile i je wysłać, to internet z telefonu wystarczy. –  Moja praca jednak polega na tym, że konfiguruję systemy zdalnie i bywały sytuacje, że połączenie było zrywane. Najgorsze są telekonferencje. Kilka razy w trakcie pracy przeparkowywałem auto bliżej miasta, żeby mieć lepszy zasięg. Nie mamy paneli solarnych. Jak pracuję, a prąd nam się kończy, to muszę odpalić samochód kilka razy dziennie. 

– Jeżeli chcielibyśmy wyjechać na dłużej, to wymagałoby to inwestycji w panele solarne, żeby mieć większy zapas prądu. Teraz w aucie mamy dwa akumulatory. Jeden dla auta, a drugi dla sprzętów tak zwanych domowych. Cześć domową wzbogaciłbym jeszcze o jeden akumulator. To inwestycja rzędu kilkuset złotych – wylicza.

Jego partnerka Bronka jest zdania, że ten rodzaj podróżowania nie jest dla każdego. – To życie na granicy komfortu, a czasami dziadowanie. Na plaży spotkaliśmy chłopaka, który pracuje trzy miesiące w Holandii. Na resztę roku przyjeżdża do Hiszpanii, mieszka w starym transporterze, Żyje jeszcze bardziej ekstremalnie do nas – stwierdza.

– Przyjechaliśmy przez ten miesiąc mnóstwo kilometrów, ale już jak ktoś ma zaparkowane auto na plaży, to kosztów paliwa nie ponosi. Stoi w jednym miejscu z osiem miesięcy. Chłopak z plaży mówił, że wydaje między 400 a 500 euro miesięcznie. Inna para opowiadała, że wydają razem tysiąc euro na miesiąc – wylicza Bronka.

Podróże kamperem Archiwum prywatne Marka Błażewicza

O czym trzeba pamiętać? – Wozimy ze sobą 60 litrów wody i to nam wystarcza do cztery dni, aby się oporządzić, ugotować, napić i wykąpać. Mamy przenośny prysznic, który jest czarny. Wystawia się go na słońce i dzięki temu woda się nagrzewa – dodaje.

Marek przestrzega, że najniebezpieczniej jest w miastach, bo grasują szajki i włamują się szczególnie do zagranicznych kamperów. – Wiedzą, że są tu laptopy, telefony – wyjaśnia.

– Pierwszą rzeczą, na którą patrzymy wybierając parking jest to, czy jest gdzieś na ziemi rozbite szkło. Wystarczy przejść z dwa metry i jak widzisz szkło, to to może oznaczać, że ktoś wybił wcześniej szybę.  Nie nocujemy na kempingach, ale na dziko. Warto więc sprawdzić, czy w danym miejscu są pozostałości po butelkach. Jeśli tak, to może się okazać, że miejscowi przyjeżdżają tu na libację, czyli wieczorem może być głośno – przekazuje kilka rad. 

Praca zdalna z kampera. Problemem był prąd

Najpiękniejszy moment? – Pamiętam mój zachwyt, jak dojechałyśmy do Andaluzji, do miejsca, które nazywamy domkiem. Nie jest to jakiś przepiękny parking, ale jest nad samym morzem. Dwa lata wcześniej przyjechałyśmy tu wynajętym vanem i postanowiłyśmy, że kupimy swojego. Teraz tu wróciłyśmy i nasze serduszka były pełne – opisuje w rozmowie z TVN24 Biznes Kamila Bargieł, która wraz ze swoją partnerką Emilią Mosiewicz i psem Tośką przemierzyły siedem tysięcy kilometrów w blisko pół roku. 

Prowadzą profil na Instagramie Dwie Mile. Odwiedziły między innymi Hiszpanię, Włochy i Francję. Kupiły VW T3, które uznawane jest za auto kultowe. – Ma na imię Vanda i jak tylko wsiadamy do niej, to od razu czujemy, że czeka nas jakaś przygoda. Te auta nie są tanie. Można kupić vana za 15 tysięcy, my swój mamy za 50 tysięcy. Dla nas to inwestycja, bo wartość tego samochodu nie spada, tylko rośnie – podkreślają.

– Stawiałyśmy na jakość. Mamy meble i blaty z drewna. Elektryka też nie była tania. Przygotowanie auta kosztowała nas dokładnie tyle samo, za ile go kupiłyśmy. Znamy ludzi, którzy zrobili sobie vana mega tanio, za 16 tysięcy, chociaż teraz przy obecnych poziomach inflacji jest to trudne – zaznacza Kamila. 

Emilia wcześniej pracowała w działach sprzedaży, a aktualnie pomaga firmom w ekspansji na rynkach międzynarodowych. Kamila jest copywriterką. Czy praca zdalna z kampera jest taka miła i przyjemna, jak to wygląda zawsze na zdjęciach? – Były sytuacje, że problemem był prąd. Myślałyśmy, że będziemy mieć słońce, a wyjechałyśmy poza sezonem letnim i okazało się, że tego słońca nie było, i nie było prądu. Prowadzę ostatnie spotkanie online, a tu wszystko się wyłącza – wspomina Emilia.

Dlatego planują dołożyć kolejny panel solarny, aby prąd był zawsze. – Żeby się nie stresować. Warto też zawsze przyjechać na daną lokalizację dzień wcześniej. Sprawdzić, czy wszystko działa, zadbać o komfortowe otoczenie pracy, żeby nic nam nie przeszkadzało – zaznacza.

Emilia twierdzi, że to, że podróżuje i wykonuje swoją pracę w vanie, to “dla klientów zawsze był smaczek”. – Czasami zaczynam nawet tak maila do potencjalnych klientów: “Hej, podróżuje vanem, przejeżdżam przez Niemcy i zastanawiam się, czy możemy wspólnie realizować projekty”. Widzę, że bardzo im się to podoba. Wiele osób mówi mi, że marzy o życiu w vanie.

Pracuje od poniedziałku do środy. – Mamy bardzo dobry router, nasz internet w vanie jest szybszy niż w domu. Mogę bez problemu robić spotkania online z każdego miejsca. Testowałyśmy go w różnych sytuacjach i tylko gdzieś bardzo wysoko, w górach rzeczywiście ten zasięg był gorszy.

Kamila wybrała pracę wieczorami. – Nie potrzebuję do swojej pracy szybkiego internetu, bo nie prowadzę spotkań online z klientami. Piszę teksty i najlepiej pracuje mi się wtedy, kiedy już wszystko ucichnie.

Za dnia za to wykonuje również codzienną pracę przy samochodzie. – Jest mnóstwo obowiązków, bo nie masz podpięcia do wody, do kanalizacji, trzeba robić serwis. Nie ma też osiedlowego sklepu na wyciągniecie ręki – relacjonuje.

Zwraca uwagę, że są za to momenty budowania głębokich relacji z innymi ludźmi. – Podjeżdżamy na parking w Andaluzji, obok nas stoi facet po 60-tce z ledwo chodzącym psem seniorem, który jest ślepy. Witamy się z nim, zamieniamy grzecznościowo kilka słów. Mija godzina i mężczyzna się potyka, łamie bodro. Dzwonimy po karetkę, zabierają go do szpitala, a my zostajemy z jego psem na kilka tygodni – opowiada Kamila.

Po kilku tygodniach dziewczyny odebrały nowo poznanego znajomego ze szpitala. – Emi odwiozła go na kemping, z którego później wyruszył w podróż do Maroko. I tak w jedną chwilę kompletnie obcy ludzie stali się dla siebie bliscy.

Praca zdalna z innego kraju. Kwestie podatkowe i ubezpieczeniowe

Sprawdzamy też, jak wygląda kwestia m.in pracy zdalnej z innego kraju pod względem prawnym. Monika Smulewicz, partnerka w Grant Thornton i autorka bloga HR na szpilkach, w rozmowie z TVN24 Biznes przypomina, że wykonując pracę zdalną na terytorium innego państwa niż kraj zamieszkania skutki podatkowe zależą przede wszystkim od rezydencji podatkowej pracownika, czyli jego tzw. centrum interesów życiowych dla celów podatkowych oraz umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania zawartej pomiędzy Polską a państwem, z którego terytorium wykonywana jest praca zdalna. 

– Polska ma zawartych 80 umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, w tym że wszystkimi państwami Unii Europejskiej i Europejskiego Obrotu Gospodarczego. Z założenia rezydent podatkowy zobowiązany jest opodatkować swoje wszystkie ogólnoświatowe dochody w państwie swojej rezydencji podatkowej z zastosowaniem właściwych metod unikania podwójnego opodatkowania zawartych umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania. Z kolei nierezydent podatkowy podlega opodatkowaniu w danym państwie tylko z tytułu dochodu uzyskanego ze źródeł uzyskanych w danym państwie – wyjaśnia.

Tłumaczy, że w przypadku pracy zdalnej kluczowe znaczenie dla ustalenia obowiązku podatkowego w innym państwie niż Polska ma długość pobytu polskiego rezydenta podatkowego w tym państwie. Jeżeli pobyt na terytorium drugiego państwa przekroczy 183 dni, opodatkowaniu w drugim państwie będzie podlegało wynagrodzenie za pracę otrzymane w całym tym okresie, a nie tylko wynagrodzenie otrzymane po przekroczeniu limitu. 

– Jeżeli natomiast pracownik świadczy pracę zdalną z terytorium państwa, które nie zawarło z Polską umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania to skutki podatkowe wynikają wprost z przepisów tego państwa. To znaczy, że wynagrodzenie pracownika będzie opodatkowane w tym państwie jego wykonywania właściwie od początku pracy zdalnej – podkreśla.

Zaznacza, że nieco inaczej kształtują się skutki pracy zdalnej w obszarze ubezpieczeń społecznych. Są one bowiem uzależnione od tego, w którym państwie praca jest wykonywana. 

– Zgodnie z zasadą terytorialności, obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym podlegają osoby fizyczne, które na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej są między innymi pracownikami, osobami wykonującymi pracę na podstawie umowy agencyjnej lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z Kodeksem cywilnym stosuje się przepisy dotyczące zlecenia. Warunkiem podlegania ubezpieczeniom społecznym jest zatem zatrudnienie w różnych formach na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Zasada terytorialności obowiązuje nie tylko na terenie Polski, ale również na obszarze całej Unii Europejskiej – zaznacza.

Dodaje, że obowiązek ubezpieczeniowego pracownika w innym państwie powoduje, że pracodawca musi zarejestrować się jako płatnik składek w zagranicznym systemie. Przepisy unijne pozwalają na zawarcie umowy z pracownikiem, który przejmie obowiązek płacenia składek do systemu ubezpieczeniowego państwa członkowskiego, w którym wykonuje pracę.  

– Jeżeli jednak pracodawca nie zarejestruje się jako płatnik składek ani nie zawrze z pracownikiem umowy o przejęciu przez niego obowiązków płatnika, dojdzie do powstania zaległości wobec systemu ubezpieczeniowego drugiego państwa, które trzeba będzie uregulować z odsetkami za zwłokę, narażając się przy tym na dodatkowe sankcje finansowe za naruszenie tamtejszych przepisów – podkreśla.

Zwraca uwagę, że ani regulacje unijne, ani przepisy krajowe nie regulują przez jaki okres pracownik musi pracować za granicą, aby powstał obowiązek ubezpieczeniowy w kraju goszczącym. W związku z czym przyjmuje się, że nawet krótkotrwałe wykonywanie pracy zdalnej zagranicą może rodzić konsekwencje ubezpieczeniowe w kraju jej wykonania.

Czytaj też: Wakacje droższe nawet o tysiąc złotych. Jeden kierunek wraca do łask 

Źródło zdjęcia głównego: Archiwum prywatne Marka Błażewicza



Source link

More articles

- Advertisement -

Latest article