19.4 C
London
Saturday, May 25, 2024

Przemoc wobec kobiet. Przeszły przez piekło, SOS dał im szansę na ułożenie życia. Teraz nie dostanie dodatkowego wsparcia. “To oznacza koniec”

Must read

- Advertisement -


W Katarzynę mąż rzucił nożem. Do Agnieszki jej małżonek celował z broni. Alicja w domu przeżyła koszmar. Różni je wiek, łączą przeżycia. Wszystkie doświadczyły przemocy, każda z nich trafiła do Ośrodka Wsparcia SOS w Lesku, który – jak twierdzą – dał im szansę na nowe życie. Wkrótce ten ośrodek może jednak przestać istnieć. – W tym roku nie dostaniemy pieniędzy z rezerwy celowej budżetu państwa – mówi Joanna Szurlej, dyrektorka SOS. – Grozi nam zamknięcie. Nie będę miała pieniędzy na wypłaty, rachunki, na zakupy, na nic – dodaje.

Historię pani Agnieszki opisywaliśmy w portalu tvn24.pl. Kobieta przez niemal 20 lat tkwiła w przemocowym związku. Mąż, jak opowiada, od początku był zaborczy, w domu to on podejmował wszystkie decyzje. Zabronił żonie pracować, spotykać się ze znajomymi, odciął od bliskich. Frustrację spowodowaną niepowodzeniami w pracy przenosił na rodzinę. Podczas awantur demolował meble i sprzęt, groził żonie śmiercią. Kilkukrotnie celował do niej z myśliwskiej broni. 

Kobieta zaczęła szukać pomocy. Tak trafiła do Ośrodka Wsparcia SOS w Lesku, który przez kilka miesięcy był ich domem. Z pomocą zatrudnionych w placówce prawników prawników napisała pozew rozwodowy. Dzięki wsparciu psychologów odzyskała sprawczość, “stanęła na nogi” i – już w swoim mieszkaniu – na nowo układa życie sobie i swoim synom.

– To by się nie udało, gdyby nie pomoc leskiego ośrodka. Znaleźliśmy tu bezpieczne schronienie. Ten ośrodek dał nam wolność i nowe życie – mówiła nam kobieta.

- Advertisement -

Czytaj też “Synowie płakali, nie chcieli wracać do domu. Wtedy obiecałam im, że boją się ojca po raz ostatni”.

Kilka godzin stała przed drzwiami i mokła. Do SOS przywieźli ją policjanci

Kasię i jej dwie kilkuletnie córeczki do leskiego ośrodka przywieźli policjanci. Wcześniej kobieta przez kilka godzin stała z dziećmi na deszczu przed swoim domem. Nie mogła dostać się środka, bo nie miała klucza. A mieć go nie mogła, bo tak – jak mówi – zdecydował jej partner. 

Opowiada, że kontrolował prawie każdą strefę jej życia, zamknął w domu i odciął od znajomych. Wprowadzał nakazy i zakazy. Sprawdzał telefon, z zazdrości robił karczemne awantury. Z czasem, jak mówi, pojawiły się wyzwiska, popychanie i szarpanie, później regularne bicie. Obrywała za wszystko: że za brudno, że dzieci za głośno, obiad nie taki. 

Wszystko potęgował alkohol, którego partner Kasi nadużywał. 

Coraz częściej dochodziło między nimi do konfliktów i rękoczynów. Podczas jednej z awantur, jak opowiada, rzucił w nią nożem i zabronił wezwać karetkę. Dzisiaj kobieta ma na plecach kilkucentymetrową bliznę, która przypomina jej o dramacie, którego doświadczyła.

Koszmar Kasi i jej córeczek trwał kilka lat. Skończył się, kiedy trafiły do ośrodka SOS w Lesku. 

Podziękowania za pomoc od jednej z mieszkanek SOS w Lesku Ośrodek Wsparcia SOS w Lesku/Facebook.com

Alicja w SOS układa życie na nowo

Alicja jest jedną z najmłodszych mieszkanek leskiego ośrodka, ma 20 lat. Jej historia jest bardzo dramatyczna. 

Jak wspomina ojciec pił i bił ją, jej rodzeństwo i matkę. Od rodziny odszedł, kiedy Alicja miała 11 lat. Wtedy zamieszkał z nimi nowy partner matki i rozpoczął się kolejny koszmar. Opowiada, że zmuszono ją do nawiązania intymnej relacji z bratem mężczyzny. Miała wtedy 13 lat. 

15 kiedy urodziła córkę. 

“Relację” ze sporo starszym mężczyzną zakończyła, kiedy uderzył ją w twarz. Na rękach trzymała wówczas półroczną córeczkę.  

W wieku 16 lat uciekła z domu. Znalazła ją policja, wtedy opowiedziała kuratorce o wszystkim, czego do tej pory doświadczyła.

Trafiła do rodziny zastępczej. 

Kiedy osiągnęła pełnoletniość razem z dziećmi przeniosła się do tzw. mieszkania wspomaganego. 

Aby uciec od rzeczywistości i zapomnieć o dotychczasowych doświadczeniach, jak sama opowiada, sięgnęła po narkotyki, od których szybko się uzależniła. Miała do wyboru: stracić dzieci albo pójść na terapię i zawalczyć o trzeźwość. Wybrała to drugie. Tak trafiła do ośrodka na Podkarpaciu, w którym spędziła kilkanaście miesięcy. Zerwała z nałogiem, odzyskała córkę i syna. 

Od kilku tygodni jest w SOS w Lesku. – Zerwałam z destrukcyjnym środowiskiem, od dwóch lat nie biorę narkotyków, mam przy sobie moje dzieci. Staram się z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi Alicja. 

I dodaje: – Staram się wziąć odpowiedzialność za życie swoje i moich dzieci. Mam dla kogo żyć i dla kogo walczyć, a ośrodki takie jak ten w Lesku to dla osób takich jak ja, to szansa na nowe życie. Nie wyobrażam sobie, że mogą zostać zlikwidowane. 

Czytaj też Po tragedii w Tarnowie. Zapowiedź zmian w przepisach o przeciwdziałaniu przemocy

Dostają schronienie i pomoc

Ośrodki takie jak SOS w Lesku to często jedyne miejsce w regionie, gdzie osoby doświadczające przemocy mogą znaleźć schronienie i fachową, bezpłatną pomoc. W całej Polsce funkcjonuje ich 37, na Podkarpaciu cztery: w Lesku, Nowej Sarzynie, Gorzycach i Korytnikach. 

Ten w Lesku powstał pod koniec 2006 roku i od tego czasu pomógł stacjonarnie ponad 800 osobom, z czego – jak informuje Joanna Szurlej, dyrektorka Ośrodka Wsparcia SOS w Lesku – 95 procent to kobiety i dzieci, ale zdarzają się także mężczyźni i osoby starsze. W ośrodku mogą liczyć na bezpłatny hostel, opiekę oraz pomoc psychologa i prawnika. 

– Działaliśmy i pomagaliśmy także w pandemii, kiedy praca większość instytucji i ośrodków świadczących pomoc była ograniczana lub całkowicie zawieszana – podkreśla Szurlej.

“Budżet od lat jest niedofinansowany”

Działalność ośrodków wsparcia finansowana jest z Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, z funduszy z Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie. Pieniądze wypłacane są ośrodkom w miesięcznych transzach w wysokości nieco ponad 40 tys. zł.

– Mają wystarczyć nam na wszystko, czyli całodobowe utrzymanie dyżurów, media, wszystkie inne opłaty i wynagrodzenia oraz poradnictwo prawne i psychologiczne – wylicza dyrektorka ośrodka SOS w Lesku. 

Tegoroczna dotacja wynosi niecałe 522 tysiące złotych. Z planu finansowego, jaki na ten rok przygotował leski ośrodek wynika, że aby pokryć wszystkie wymagane koszty potrzeba nieco ponad 651 tysięcy złotych. To o prawie 125 tysięcy więcej, niż zakłada rządowy projekt. 

– Obecnie kwota ta uległa zwiększeniu do prawie 722 tysięcy złotych. To o 200 tysięcy więcej, niż przyznana nam dotacja – wylicza Szurlej. Jak wyjaśnia, powodem wzrostu kosztów są m.in. dwie podwyżki płacy minimalnej wprowadzone przez rząd i drastyczny wzrost kosztów utrzymania ośrodka – rachunków za prąd, media, zakup żywności środków czystości.

Co roku w trzecim lub czwartym kwartale na konto podkarpackich ośrodków wsparcia wpływały dodatkowe pieniądze z rezerwy celowej budżetu państwa. Dzięki tym funduszom udawało się jakoś spiąć budżet. Bo ten – jak podkreśla Szurlej – od lat jest niedoszacowany. Miesięcznie o co najmniej kilkanaście tysięcy złotych – podaje.

Ośrodki wsparcia na Podkarpaciu nie dostaną rządowej dotacji

W tym roku ośrodek SOS w Lesku, i trzy pozostałe ośrodki wsparcia na Podkarpaciu, rządowych pieniędzy nie dostaną.

“Analiza wykazała, że Województwo Podkarpackie na utrzymanie czterech specjalistycznych ośrodków wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie na początku roku otrzymało środki w wysokości 2 087 000 zł, co oznacza, że przekracza przyjęte w Krajowym Programie założenia – nadwyżka wynosi 149 000 zł . Dlatego też Województwo Podkarpackie nie znalazło się na liście podziału rezerwy celowej na 2023 rok” – czytamy w piśmie Anny Schmidt, Pełnomocniczki Rządu do Spraw Równego Traktowania przesłanym wojewodzie podkarpackiej, Ewie Leniart. 

Zobacz Program Polska i Świat “Kontrowersyjne wydatki Funduszu Sprawiedliwości”

Ośrodek SOS w Lesku i trzy inne ośrodki SOW na Podkarpaciu nie dostaną dotacji z rezerwy budżetowej tvn24.pl

W tym roku nadwyżka, jak wyliczyła Joanna Szurlej, wynosi trzy tysiące złotych miesięcznie na każdy  z czterech ośrodków. W ubiegłym roku było to 2400 zł, rok wcześniej 1400 zł. 

– Nigdy te kwoty nie pokrywały realnych potrzeb utrzymania ośrodka. Ratowała nas jedynie rezerwa celowa wypłacana w trzecim lub czwartym kwartale, a i tak pozwalała nam ledwie przetrwać. W tym roku mamy jej nie otrzymać. Przestajemy istnieć – mówi dyrektorka SOS w Lesku. 

Zobacz materiał Faktów Siostry-pingwinki otrzymały mniejszą dotację. Wojewoda zareagował, jak stało się o tym głośno

Ośrodek Wsparcia SOS w Lesku dysponuje sześcioma pokojami, każdy z łazienką, w sumie to 18 miejsc dla potrzebującychSOS Lesko/Facebook.com

“Grozi nam zamknięcie. Nie mamy środków na funkcjonowanie”

Na stronie Ośrodka Wsparcia SOS w Lesku zamieściła dramatyczny apel o pomoc. 

“Kochani przyjaciele i byli i obecni mieszkańcy i mieszkanki Ośrodka Wsparcia SOS w Lesku! Grozi nam zamknięcie. Nie mamy środków na funkcjonowanie. Utrzymujemy się z dotacji celowej budżetu państwa z Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. Ratowała nas dotychczas rezerwa celowa z budżetu państwa, na którą obecnie Województwo Podkarpackie się nie załapało. Oznacza to dla nas koniec…” – poinformowała Joanna Szurlej.

“Od 2006 roku pracujemy bez przerwy, nie zatrzymała nas pandemia, nie zatrzymała nas panika. Stworzenie zespołu ludzi, którzy pracują 365 dni w roku 24 godziny… w święta, wakacje, zawsze. Bycie w gotowości kosztuje dużo zdrowia, energii, uwagi” – podkreśliła. 

“Jestem osobiście załamana i zmęczona walką kolejne nieoszacowane budżety na prowadzenie całodobowej placówki” – dodała. 

Zobacz reportaż “Czarno na białym” w TVN24 GO: “Mury nie budują człowieka” >>>

“Potrzebujemy dodatkowe 200 tysięcy złotych”

– Stoimy pod ścianą. Od lat z powodu niedoszacowania budżetu borykamy się z problemami finansowymi, ale tak źle jeszcze nie było. Jeśli nie dostaniemy tych pieniędzy, w październiku, najdalej listopadzie przestaniemy działać. Nie będę miała pieniędzy na wynagrodzenia, ani na proszek do prania, ani na żarówkę. Na nic – mówi Szurlej. 

Koszt funkcjonowania ośrodka SOS w Lesku w pierwszym półroczu 2023 roku wyniósł prawie 311 tysięcy złotych. Na działalność w drugim półroczu z rządowych pieniędzy zostało 211,5 tys. zł. To o blisko 99 tys. zł mniej.

Po podwyżkach od lipca miesięcznie potrzeba będzie dodatkowo 30 tys. zł. 

Potrzebne są też pieniądze na zabezpieczenie bieżących wydatków, jak zaopatrzenie ośrodek w środki czystości, środki higieniczne, jedzenie i artykuły biurowe.

– Aby nasz ośrodek w pełni mógł w tym roku realizować zadania potrzebuje dodatkowych środków w wysokości około 200 tysięcy złotych – wylicza nasza rozmówczyni. 

Własny pokój, łóżko i czysta pościel, a przede wszystkim spokój – SOS w Lesku od początku istnienia pomógł stacjonarnie ponad 800 osobomSOS w Lesku/Facebook.com

“Decyzja o braku przyznania dotacji stawia nas w trudnej sytuacji”

Podobny problem mają pozostałe trzy ośrodki wsparcia na Podkarpaciu. 

“Decyzja o braku przyznania dotacji z rezerwy celowej budżetu państwa stawia nasz ośrodek w trudnej sytuacji” – przyznają pracownicy ośrodka wsparcia w Nowej Sarzynie.

Tam też po ostatnich podwyżkach wynagrodzeń oraz cen energii, ogrzewania i żywności budżet się nie spina.

Przyznają, że brak dotacji wpłynie na działalność ośrodka. “Wobec braku pełnego zabezpieczenia finansowego, działalność ta staje się działalnością trudną, szczególnie chcąc prowadzić ją zgodnie z obowiązującymi standardami” – podkreślają pracownicy ośrodka.

Jest szansa na większe finansowanie, ale dopiero w przyszłym budżecie

22 maja w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie odbyło się spotkanie dyrektorów podkarpackich ośrodków wsparcia z dyrektorką Wydziału Polityki Społecznej, Jolantą Tomczyk-Fila. Została podczas niego poruszona m.in. kwestia finansowania ośrodków. Dyrektorzy zwrócili uwagę na niedoszacowane ich zdaniem od lat budżety. 

Wskazali najpilniejsze potrzeby i kwoty, jakich potrzebują na ich realizację.

Michał Mielniczuk, rzecznik wojewody podkarpackiej, Ewy Leniart przekazał nam, że potrzeby związane z dodatkowym finansowaniem placówek zostały zgłoszone do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. 

“Z informacji zwrotnej wynika, iż w resorcie trwają prace nad zwiększeniem finansowania tych zadań w przyszłym budżecie – przekazał nam Michał Mielniczuk. 

Dodał, że “za zgodą wojewody”, dyrekcja wydziału polityki społecznej zadeklarowała, że “urząd rozpocznie rozmowy na temat pozyskania źródła finansowania pozapłacowych wydatków” (…) “w tym w szczególności na przeprowadzenie niezbędnych remontów oraz wymianę zużytego sprzętu i wyposażenia”.

W przygotowaniu pismo do rady powiatu i petycja

W najbliższym czasie do Rady Powiatu Leskiego wpłynie pismo z od dyrektorki Ośrodka Wsparcia SOS w Lesku z apelem o pomoc i interwencję u Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania Anny Schmidt o przywrócenie rezerwy celowej. Joanna Szurlej zapowiada także kolejne interwencje u wojewody podkarpackiej i w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej. 

– Planujemy też stworzyć petycję dostępną dla wszystkich, którzy chcą nas wesprzeć w walce o dalsze istnienie. Te pieniądze tak na prawdę potrzebne są najsłabszym – głównie kobietom i dzieciom tkwiącym w pułapce przemocy.

I dodaje. – Jeśli nie dostaniemy pieniędzy przestaniemy istnieć i osoby, które uciekają przed przemocą i dla których takie ośrodki, to często ostatnia deska ratunku, nie będą miały gdzie się schronić. Apeluję, do władz: – dajcie nam pomagać! Państwo jest po to, by chronić słabszych, po prostu zróbcie to co przyzwoite. Koniec z okrągłymi zdaniami i półsłówkami, że może w przyszłym budżecie coś się zmieni. Konkretna decyzja potrzebna jest tu i teraz.

Ośrodek Wsparcia SOS w Lesku tvn24.pl

* imiona i inne dane podopiecznych ośrodka zostały zmienione.

Autor:Martyna Sokołowska

Źródło zdjęcia głównego: fizkes/Shutterstock





Source link

More articles

- Advertisement -

Latest article