13.7 C
London
Wednesday, September 22, 2021

Top of th Top Sopot Festival 2021. Arek Kłusowski o swoich piosenkach i przeszłości – wywiad

Must read

- Advertisement -


Arek Kłusowski jest jednym z kilkunastu artystów, którzy w tym roku powalczą o Bursztynowego Słowika na Top of the Top Sopot Festival 2021. Piosenkarz, autor tekstów i kompozytor wydał w marcu drugą płytę “Lumpeks”. – Nie podejrzewałem nigdy wcześniej, że w tekstach będę musiał nawiązywać do kwestii tolerancji, szacunku wobec innego człowieka, czy pokazywać swój punkt widzenia dotyczący współczesnej tożsamości narodowej – mówi artysta w rozmowie z Tomaszem-Marcinem Wroną.

Top of the Top Sopot Festival 2021 potrwa do czwartku włącznie. W środę obok koncertu #IDANCEINOPERALEŚNA, odbędzie się konkurs #TOPOFTHETOPCHALLENGE. Siedmiu artystów walczyć będzie o Bursztynowego Słowika. Wśród nich będzie Arek Kłusowski.

Kłusowski w marcu wydał swoją drugą płytę w karierze zatytułowaną “Lumpeks”, z której pochodzi singiel “Idealny syn”. 29-letni twórca o oryginalnym głosie, pisze piosenki również dla innych wykonawców takich jak Ewa Farna, Julia Wieniawa, Mateusz Ziółko czy Reni Jusis.

Poza dwoma krążkami, Kłusowski ma na koncie kilka singli, między innymi “Druga szansa”, nagrany na potrzeby serialu produkcji TVN o tym samym tytule.

Arek KłusowskiPiotr Porębski / Kayax

- Advertisement -

Tomasz-Marcin Wrona, tvn24.pl: Chciałbyś być ideałem?

Arek Kłusowski: Teraz już nie. Ale przez lata dążyłem do tego, aby sprostać wszystkim oczekiwaniom innych ludzi. Sam na siebie nakładałem taką presję, chciałem być najlepszy we wszystkim, co robię. To wynikało poniekąd z tego, że pochodzę z małej miejscowości, do której chciałem powrócić z tarczą na ramieniu i dać powód do dumy innym.

Ostatnie kilka lat było dla mnie przełomowe, nastąpiło dużo zmian w moim życiu i nauczyłem się, że bycie ideałem nie powinno być celem. Teraz mam swój punkt odniesienia, a dla innych mogę być nawet średniakiem.

Przestałeś dążyć do perfekcji?

Po prostu wyluzowałem. To chyba przychodzi z wiekiem, zdobytym doświadczeniem, zmianą otoczenia. W pewnym momencie przestałem traktować życie jako zawody, a zacząłem patrzeć na nie jako zabawę, bo zawody już dla siebie wygrałem.

Chciałbyś być “narodowym okazem wciąż na pokaz”?

Fajnie byłoby zostawić po sobie coś, co się stworzyło. Jednak nie jako “narodowy” w rozumieniu, w jakim w ostatnich latach ten przymiotnik jest używany, bo niewiele mam wspólnego ze stereotypowym “prawdziwym Polakiem”. Część społeczeństwa przywłaszczyła sobie niektóre słowa i wykorzystuje w bezkompromisowy, zero-jedynkowy sposób, z czym się nie utożsamiam.

Jestem patriotą, dużo dla tego kraju zrobiłem jako artysta i zwykły obywatel. Koniec końców zależy mi na Polsce, zawsze walczyłem o wartości, które były mi wpajane. Ale nie są to wartości, które możemy słyszeć na przepełnionych nienawiścią marszach narodowców.

W kilku piosenkach z “Lumpeksu” wyrażasz stanowczy sprzeciw wobec niektórych poglądów politycznych obozu rządzącego.

Trzeźwym okiem i z wyczuciem społecznym stawiam kawę na ławę, opisując to, co widzę. Nie pieszczę się z tym, nie owijam w bawełnę, skoro komunikaty są proste. Nie podejrzewałem nigdy wcześniej, że w tekstach będę musiał nawiązywać do kwestii tolerancji, szacunku wobec innego człowieka, czy pokazywać swój punkt widzenia dotyczący współczesnej tożsamości narodowej. Myślałem, że będę śpiewać o miłości, swoich emocjach, lżejszych tematach.

Inspiracje do tych tekstów zbierałem, przysłuchując się rozmowom znajomych, czy ludzi na ulicy albo w autobusie. W końcu każdy, kto posiada elementarny poziom empatii, rozmawia o tym, co widzi.

W czasie warszawskiego koncertu wyciągnąłeś transparent. Co było na nim napisane?

Był to apel do ministra Przemysława Czarnka, żeby dał żyć. Bo głupotą dla mnie jest to, że w imię tak naprawdę niczego, ewentualnie, żeby połechtać swoje ego, zatruwa się innym ludziom życie, kategoryzuje się ich. Edukacja i kultura są najważniejszymi elementami życia społecznego i budowania tożsamości. A postawa tego pana i krzywda, jaką wyrządził polskiej edukacji, jest czymś karygodnym i niedopuszczalnym. Myślę, że jest jednym z największych szkodników naszych czasów. Człowiek, który obecnie stoi na czele polskiego systemu edukacji i nauki, powinien być poza polityką.

Jak sam mówisz, na “Lumpeksie” jest wiele obserwacji codzienności. To zupełnie inaczej niż w przypadku debiutanckiego krążka “Po tamtej stronie”, na którym pokazywałeś emocje, mocno się odsłaniałeś. Skąd ta zmiana?

Każda płyta jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się tu i teraz. Pierwsza płyta powstawała przez kilka lat i przez to jest pewnego rodzaju pamiętnikiem, zbiorem przemyśleń. A że też swoje przeleżała, to było to pisane z pewnej perspektywy. Jest na niej dużo z młodzieńca, dużo niewinności. Jednak w ogóle nie żałuję, że się na niej otworzyłem. To były mocne tematy, a większość z nich nie została wyczerpana. “Po tamtej stronie” ukazała się sporo przed tym, gdy o niektórych sprawach zaczęto głośno mówić. Nie wybrzmiała tak, jakby mogła. Dlatego “Lumpeks” traktuję jako swój debiut, a pierwszy krążek jest swoistym demo.

Przy okazji pisania drugiej płyty stałem się odważniejszy i bardziej świadomy wielu rzeczy, a jednocześnie spokorniałem. Wiem, że to dla niektórych może się nie łączyć, bo jeśli ktoś mówi, że jest bardzo świadomy tego, co się dzieje, to znaczy, że pozjadał wszystkie rozumy i nie stać go na refleksję. Pisząc “Lumpeks”, byłem o wiele starszy i dałem sobie zgodę na pewne rzeczy. Teraz nie wk*****m się tak często i tak bardzo. Przestałem krzyczeć. Nawet o rzeczach budzących niejednokrotnie złość, śpiewam spokojnie. Dlatego na tym albumie starałem się, żeby mocne teksty łączyły się z wesołymi melodiami tak, aby trafiły do jak najszerszego grona słuchaczy.

Te melodie mocno nawiązują do muzyki lat 80. Sam jesteś rocznik 1992. Skąd pomysł na sięgnięcie dekadę, której nie pamiętasz?

Od zawsze słuchałem Depeche Mode, ale też polskich wykonawców z tamtego okresu jak Mannam. Z ciekawością przyglądałem się tym, którzy eksperymentowali z muzyką syntezatorową. “Lumpeks” – w związku z pandemią COVID-19 – też musiał poczekać na swoją premierę. Gdyby ukazała się w terminie, pewnie byłaby jedną z pierwszych, która oddała hołd stylistyce lat 80. w nowym wydaniu.

Arek Kłusowski – Rocznik 92KAYAX

Zarówno “Rocznik 92”, jak i “Idealny syn” – dwa spośród twoich hitów, wcale wesołymi piosenkami nie są.

Tak wyszło, że robię przeboje ze swoich traum. I coś w tym jest, bo pewne własne przeżycia trzeba z siebie wyrzucić, przepracować. A zupełnie serio, tworzenie płyty jest z jednej strony bardzo enigmatycznym procesem, ale z drugiej – jest to bardzo droga terapia. Czasem trzeba nagrać krążek, żeby móc pójść dalej. To trwa mniej więcej rok, a efekt jest bardzo uwalniający. Podobnie później jest na koncertach. Teksty traktuję jak rozmowę ze słuchaczem. Pojawiają się w nich trudne tematy, bo jestem wymagającym rozmówcą.

Przy okazji premiery “Po tamtej stronie” mówiłeś o trudnościach, z jakimi się mierzyłeś, przede wszystkim z depresją. Od tamtej pory znalazłeś własne sposoby na te trudności?

Depresji nie da się całkowicie wyleczyć. Tak jak opryszczka, gdy się pojawi, jest z tobą na zawsze. Każdego dnia trzeba poświęcić wiele energii na to, by móc funkcjonować i trzeba cały czas o siebie dbać. A to jest sporym obciążeniem. Teraz wiele się zmieniło w podejściu do osób z depresją. Jakieś pięć, sześć lat temu, gdy pracowałem i było ze mną kiepsko, w środowisku spotykałem się głównie z ostracyzmem. Nie było przestrzeni na to, żeby móc przyznać się do własnych słabości. Dostałem wtedy mocno w kość. Wiele osób nie chciało ze mną współpracować, bo miało mnie za niestabilnego emocjonalnie.

Nie rozumiem. Zmagałeś się z koszmarną chorobą, pracowałeś, a twoje otoczenie zawodowe ci nie pomogło?

Właśnie tak. Wtedy traktowano mnie jak trędowatego, wszyscy się ode mnie odwrócili.

O większości osób znajomych zarówno z branży muzycznej, jak i ze środowisk, w których funkcjonowałem. Nie dość, że nie czułem żadnego wsparcia, to jeszcze miałem wrażenie, że jestem marginalizowany. Często jest tak, że znaczysz tyle, jak wielki był twój ostatni sukces. To była bardzo gorzka lekcja, którą musiałem odrobić, żeby móc postawić się na nogi.

Na szczęście przez te ostatnie kilka lat bardzo dużo się zmieniło w postrzeganiu słabości innych, własnego wyglądu. Wtedy na osoby takie jak ja patrzono, jakbym był narkomanem bądź miał problem z alkoholem. Kojarzono mnie z samymi najgorszymi rzeczami.

Wśród tych osób były znane nazwiska?

Powiem tak: pewne osoby lubią się otaczać jedynie tymi, którzy odnoszą sukcesy, cały czas są radośni, uśmiechnięci. I mają do tego prawo. Nigdy nie udawałem, gdy mi coś nie szło, że jest super. Nie kłamałem, że jest świetnie, gdy nie miałem pracy, koncertów, nie wiedziałem, jak opłacę rachunki. Ale oczywiście nie mogę mieć pretensji do osób, które nie chciały wysłuchiwać o moich zmaganiach. Wtedy potrzebowałem się wygadać, teraz znalazłem sobie inne patenty, aby sobie z tym radzić.

Możliwość wygadania się jest najprostszym sposobem pomocy.

Trafiłem na ludzi, którzy woleli lekkie tematy. Ale nie ma już ich wokół mnie i nie będzie. Traktuje to jako pewne doświadczenie, które wiele mnie nauczyło. Każdy z nas chce się otaczać osobami, przy których po pewnym czasie można się odsłonić ze słabościami. Są jednak tacy ludzie – prawdopodobnie mocno straumatyzowani i doświadczeni – którzy bardzo mocno wypierają ze swojej świadomości zmagania innych, bojąc się, że sami mogą polecieć w dół. Przerabiałem to wszystko w trakcie terapii i staram się to zrozumieć.

Dzisiaj jesteś nie tylko – jak mówią o tobie krytycy – jednym z najciekawszych głosów na scenie, ale również wziętym autorem tekstów i muzyki dla innych wykonawców. Dla kogo piszesz?

Tego jest naprawdę dużo. Ostatnio pracowałem z Julią Wieniawą, Reni Jusis, niebawem ruszamy ze współpracą z Nataszą Urbańską. A po drodze była Ewa Farna, Doda, Sound’n’Grace, Mateusz Ziółko. Jednak w najbliższych miesiącach będę skupiał się na własnej, trzeciej płycie.

Po napisaniu “Lumpeksu” napisałem trzy inne płyty dla innych wykonawców – i kompozytorsko, i tekstowo. Poza tym na potrzeby różnych projektów napisałem chyba 40 piosenek. To nie jest tak, że osoby takie jak ja żyją od płyty do płyty i po drodze koncerty. Gdy pojawia się możliwość napisania na przykład piosenki do filmu czy serialu, to są to najczęściej przetargi, w których biorę udział. Tak było przy serialu “Druga szansa”. Zawsze, gdy pojawia się taki konkurs, to biorę w nim udział. Nie zrażam się, jeśli moja piosenka odpadnie. Chodzi o to, że lubię wyzwania i próbuję swoich sił. Jedynym wyznacznikiem tego, czy chcę się z czymś zmierzyć, to jest to, czy dany projekt jest w zgodzie z moimi wartościami.

Po raz pierwszy pojawisz się w gronie artystów rywalizujących o Bursztynowego Słowika w trakcie Top of the Top Sopot Festival.

Widzę moją konkurencję, więc nie łudzę się, że wygram Słowika. Chyba jestem jedynym, który w ostatnich latach dołączył do grona artystów tego festiwalu. Bardzo cieszę się więc, że dostałem taką możliwość. Oczywiście, będę walczyć z całych sił. Chcę wykorzystać tę szansę, wypaść jak najlepiej i pokazać, że jestem normalnym ziomkiem.

Czego możemy się spodziewać?

Pięknego, energetycznego występu. Magia telewizji polega na tym, że masz trzy minuty, w czasie których trzeba zaciekawić widza. Mam nadzieje, że z “Idealnym synem” mi się uda. Mam sporo dystansu do samego konkursu, bo wierzę, że to wszystko zapisane jest w gwiazdach. Jeśli przegram, nie zamknę się na tydzień w ciemnym pokoju i nie będę płakać. Wejdę na scenę z dobrą energią, żebyśmy się wszyscy dobrze bawili.

Do branży muzycznej wszedłeś jako bardzo młody chłopak. Co powiedziałbyś tym, którzy, podobnie jak ty, jako młodzi ludzie rozpoczynają karierę?

Przede wszystkim powiedziałbym im to, w co sam mocno wierzę: nie ma rzeczy niemożliwych. I żeby się nie bali. Zawsze rzucałem się na głęboką wodę, często z pomysłami, które innym wydawały się odrealnione. Wymyślałem sobie rzeczy, które teoretycznie nie miały prawa się spełnić, chociażby z tego względu, że byłem prostym chłopakiem z Podkarpacia, który po przyjeździe do Warszawy nie znał nikogo. Wszystko co osiągnąłem, to zasługa mojego charakteru. Powiedziałbym wszystkim, że nasze własne lęki to nasi najwięksi wrogowie. To one ograniczają, by mierzyć wysoko. Dlatego nie warto się bać. Pamiętam, gdy jako 20- może 21-latek rzuciłem wszystko i przyjechałem do Warszawy. Cieszy mnie to, gdzie teraz jestem, chociaż jeszcze wiele przede mną. Mam nadzieję.

Często bywam, ale chyba nie osiągnę tego stanu szczęśliwości, jak w czasach pewnej beztroski czy naiwności. Z wiekiem nazbierało się trochę doświadczeń, przez które chyba nie śmieje się tak jak kiedyś. Wiesz, niby czas leczy rany, ale czasem pozostają blizny. Może kiedyś osiągnę znowu pełnie szczęścia, ale to nie jest jeszcze ten moment.

Autor:Tomasz-Marcin Wrona

Źródło zdjęcia głównego: Piotr Porębski / Kayax



Source link

More articles

- Advertisement -

Latest article