13.8 C
London
Wednesday, May 22, 2024

Wybory samorządowe 2024 Rzeszów. Kto zostanie prezydentem? Tematy kampanii. Konrad Fijołek “nie ma z kim przegrać”

Must read

- Advertisement -


Kampanię samorządową w Rzeszowie zdominował temat odkorkowania miasta i bezpieczeństwa mieszkańców. Wizje sześciorga kandydatów, którzy stanęli do wyścigu o fotel prezydenta, były w tych tematach spójne i w wielu aspektach się pokrywały. Sama kampania przebiegła spokojnie. Na zwycięzcę typowany jest aktualny prezydent, Konrad Fijołek. – Wśród kandydatów nie ma nikogo, kto mógłby mu realnie zagrozić – uważa profesor Anna Siewierska, politolożka z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Już w najbliższą niedzielę 7 kwietnia Polki i Polacy wybiorą nowych radnych oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

W wyścigu o fotel prezydenta Rzeszowa wystartowało sześcioro kandydatów: walczący o reelekcję Konrad Fijołek, który startuje z Komitetu Wyborczego Rozwój Rzeszowa; Karolina Pikuła, wspólna kandydatka Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców; poseł Adam Dziedzic, szef Podkarpackiego Stronnictwa Ludowego, kandydat Komitetu Wyborczego Porozumienie z Służy Ludziom – Trzecia droga; Janusz Niemier z Komitetu Ruch Obrony Polski, Jacek Strojny ze Stowarzyszenia Razem dla Rzeszowa oraz Waldemar Szumny,  kandydat Prawa i Sprawiedliwości. 

Czytaj też: Wybory samorządowe 2024 w Rzeszowie. Kandydaci na prezydenta

- Advertisement -

Konrad Fijołek, który walczy o reelekcję, stolicą Podkarpacia rządzi od czerwca 2021 roku. Wygrał wtedy przedterminowe wybory, które zostały zorganizowane po rezygnacji ze stanowiska wieloletniego prezydenta Rzeszowa, Tadeusza Ferenca. Ustępujący gospodarz – przez lata związany z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i blisko związany z Fijołkiem – ku zaskoczeniu wszystkich na swojego następcę namaścił wówczas wiceministra sprawiedliwości z PiS, Marcina Warchoła. W szeregach ówczesnej opozycji nastąpiła mobilizacja i Fijołek szedł do wyborów z szerokim poparciem PO, PSL i Ruchu Polska 2050 oraz Lewicy. Wybory wygrał w pierwszej turze uzyskując ponad 56 procent głosów poparcia. 

Tym razem Fijołek idzie do wyborów z poparciem Ruchu Polska 2050, Lewicy i Partii Zieloni. Poparły go też lokalne stowarzyszenia i ruch samorządowy “Tak! Dla Polski”.

Konrad Fijołek miastem rządzi od niespełna trzech lat. Trafił na trudny czas: najpierw pandemia COVID-19, później agresja Rosji na Ukrainę i regularna wojna za wschodnią granicą i tysiące uchodźców i uchodźczyń z ogarniętego wojną kraju, którym m.in. w Rzeszowie szukali wsparcia, pomocy i schronienia. Rzeszów zdał egzamin, a prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przyznał stolicy Podkarpacia tytuł miasta-ratownika

Czytaj też: Rzeszów “miastem-ratownikiem”. Tytuł przyznał Wołodymyr Zełenski

Rządzenia nie ułatwił Fijołkowi Polski Ład i reforma samorządowa PiS, w wyniku której – jak wyliczył prezydent Rzeszowa – miasto straciło 350 milionów złotych. Do tego doszła inflacja i kryzys energetyczny. Mimo tego – jak uważa Konrad Fijołek – z kryzysu miasto wyszło obronną ręką, a on sam – jak mówił w lokalnych mediach – pozytywnie ocenia mijającą kadencję. 

Nieco mniej przychylni w ocenie jego rządów są mieszkańcy Rzeszowa. Potworne korki w mieście, brak miejsc parkingowych, kiepska, niedostosowana do realnych potrzeb komunikacja miejska, jedne z najwyższych w kraju ceny biletów autobusowych, brak terenów zielonych do rekreacji i infrastruktury sportowej, to – ich zdaniem – główne problemy stolicy Podkarpacia. Ostro krytykują także zabudowę bulwarów nad Wisłokiem.

– Kadencja Konrada Fijołka była bardzo krótka i właściwie jako prezydent Rzeszowa nie miał za bardzo czasu na rozwinięcie skrzydeł – podkreśla prof. Anna Siewierska, politolożka z Uniwersytetu Rzeszowskiego w Rzeszowie.

– Realne zarzuty, jakie można mieć do obecnego prezydenta, to to, że wykazał się małą sprawczością, pewną niechęcią do podejmowania trudnych decyzji. Kierujący miastem musi czasem podjąć decyzje, które nie wszystkim się spodobają. Konrad Fijołek tak bardzo dąży do kompromisów, że część z nich odłożył na półkę, by się nie narazić. To nie jest dobry sposób zarządzania miastem – dodaje.

Rzeszów Konrad Krajewski/Shutterstock

Największy problem Rzeszowa? Korki w mieście

Kampania samorządowa w Rzeszowie w formie niczym nowym nie zaskoczyła. Kandydaci i kandydatki prowadzili ją w tradycyjny, raczej sztampowy sposób. Wieszali billboardy, rozdawali ulotki, organizowali konferencje prasowe. Większą aktywność wykazywali w mediach społecznościowych i to z tego narzędzia korzystali najchętniej, aby promować swój program wyborczy i docierać z nim do odbiorców. Spotkali się także w kilku debatach wyborczych.

Tematem, który zdecydowanie zdominował kampanię wyborczą była komunikacja, transport publiczny oraz inwestycje drogowe w mieście. Rzeszów – szczególnie w godzinach szczytu – stoi w korkach. Problem ciągnie się od lat. Miasto się rozrasta, coraz więcej ludzi z ościennych miejscowości pracuje w stolicy Podkarpacia, w sąsiedztwie miasta znajduje się strefa Dworzysko oraz port lotniczy Jasionka. Ruch samochodowy rośnie, a przepustowość dróg nie.

Każdy z kandydatów na stanowisko prezydenta Rzeszowa ma więc w swoim programie wyborczym postulaty dotyczące m.in. budowy nowych dróg, mostów, rond i parkingów, węzłów przesiadkowych i ścieżek rowerowych. Chcą też usprawniać bądź reorganizować komunikację miejską, rozbudowywać sieć autobusową i obniżyć ceny biletów, które w Rzeszowie należą do najwyższych w kraju. W planie jest też wprowadzenie biletów zintegrowanych i całorocznych, gdzie za złotówkę dziennie będzie można jeździć dowolnymi liniami. Usprawnienie komunikacji miejskiej ma zachęcić rzeszowian do tego, aby z samochodów przesiedli się do autobusów, co również ma poprawić przepustowość w mieście i zmniejszyć korki.

Czytaj też: Wybory samorządowe 2024. Kogo wybieramy w głosowaniu?

Bezpieczeństwo

Słowem, które w kampanii samorządowej w Rzeszowie było odmieniane przez wszystkie przypadki, było bezpieczeństwo. I to również nie zaskakuje biorąc pod uwagę, że Podkarpacie bezpośrednio sąsiaduje z Ukrainą, w której po rosyjskiej inwazji 24 lutego 2022 roku trwa wojna.

Wszyscy kandydaci w kampanii wyborczej w mniejszym lub większym zakresie poruszali temat bezpieczeństwa. I to wieloaspektowo: w kontekście bezpieczeństwa zdrowotnego mówili m.in. o potrzebie dostępności do zdrowej, bezpiecznej żywności oraz dobrej opieki medycznej, w kontekście zagrożenia wojną, m.in. dostępności do schronów czy znajomości rzeszowian zasad postępowania w przypadku wystąpienia zagrożenia militarnego.

Kandydat PiS Waldemar Szumny na kwestii bezpieczeństwa oparł całą swoją kampanię. Do wyborów szedł z hasłem “Bezpieczny Rzeszów”. Zapowiedział m.in. kursy samoobrony dla mieszkańców i procedur ewakuacji oraz powołanie pełnomocnika ds. bezpieczeństwa. Podobny postulat przedstawił kandydujący na prezydenta Rzeszowa Jacek Strojny (KW Stowarzyszenie Razem dla Rzeszowa). O bezpieczeństwie – w tym m.in. dostępności schronów i edukacji w zakresie znajomości zasad ewakuacji i postępowania w przypadku zagrożenia sporo w kampanii mówił też Janusz Niemier z Komitetu Ruch Obrony Polski.

Stop zabudowie bulwarów

Sporo miejsca kandydaci poświęcili także ochronie terenów zielonych w Rzeszowie m.in. w kontekście zabudowy Żwirowni i bulwarów nad Wisłokiem. W jednym z ulubionych przez rzeszowian miejsc rekreacyjnych decyzją byłego prezydenta Tadeusza Ferenca stanęły wieżowce, co spotkało się z ogromnym niezadowoleniem i krytyką mieszkańców.

Wszyscy kandydaci w swoich programach wyborczych mają zatem ochronę terenów zielonych, chcą zaprowadzić zielony “porządek i ład przestrzenny”, sadzić nowe drzewa, a w oparciu o miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, budować ogrody kieszonkowe, siłownie plenerowe, ścieżki rowerowe. Bulwary nad Wisłokiem i Żwirownia mają “służyć mieszkańcom”.

W programach wyborczych kandydatów na stanowisko prezydenta Rzeszowa znalazła się też m.in. budowa basenu, lodowiska, aquaparku, remont stadionów piłkarskich Resovii i Stali oraz budowa Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki.

– W zasadzie była to kampania taka trochę z przymusu. Chyba wszyscy są przekonani, że dotychczasowy prezydent Konrad Fijołek nie ma z bardzo z kim przegrać. Inni kandydaci niespecjalnie byli zdeterminowani do tego, żeby mu zagrozić. Więc kampania była bardzo spokojna i nijaka, co nie jest też czymś bardzo zaskakującym, bo generalnie w całej Polsce kampania samorządowa wciąż pozostaje w cieniu tych wydarzeń, które się dzieją na arenie ogólnopolskiej – komentuje prof. Anna Siewierska. 

I dodaje: – To, że jest sześcioro kandydatów świadczy tylko i wyłącznie o tym, że opozycja wobec Konrada Fijołka jest właściwie bardzo podzielona i bezsilna. Bo można by się było martwić, gdyby był jeden kandydat czy dwóch. Natomiast przy tej liczbie kandydatów głosy tak się porozkładają, że Konrad Fijołek nie ma z kim przegrać. I to wcale nie jest dobra wiadomość dla Rzeszowa, bo zdrowa konkurencja bardzo sprzyja trzymaniu polityków w ryzach. 

Wpadki Fijołka i jego ekipy

Ubiegający się o reelekcję Konrad Fijołek zaliczył w kampanii wyborczej kilka wizerunkowych wpadek. Jedną z nich był pomysł wydawania w czasie trwania kampanii miejskiej gazety finansowanej z pieniędzy publicznych. Pierwszy numer ośmiostronicowego wydawnictwa “Rzeszów to My”, bo o nim mowa, ukazał się 15 lutego. Można w nim było przeczytać m.in. o wydarzeniach kulturalnych w mieście. Prezydent Fijołek opowiedział o rekordowym budżecie Rzeszowa na 2024 rok, a w felietonie wyjaśniał, że gazeta powstała “z chęci dialogu z mieszkańcami, dzielenia się informacjami i wspólnego budowania przyszłości naszego miasta” – cytuje portal rzeszow-news.pl.

Pierwszy nakład wynosił 30 tysięcy sztuk, a gazetę mieszkańcom na ulicach miasta rozdawał m.in. Marcin Stopa, sekretarz miasta Rzeszowa. Wydawnictwo zostało bogato okraszone zdjęciami prezydenta Fijołka, co – jak relacjonuje rzeszow-news.pl, stało się tematem żartów w mieście.

Rzeszowianie skrytykowali też przejęcie przez sympatyków Konrada Fijołka konta na Facebooku jego zmarłego poprzednika, Tadeusza Ferenca. Profil, który wcześniej nazywał się “Prezydent Miasta Rzeszowa Tadeusz Ferenc – Mieszkańcy”, od 3 marca nosi nazwę “Konrad Fijołek Rozwój Rzeszowa” i jest wykorzystywany do promowania jego kandydatury w wyborach na prezydenta Rzeszowa.

“To robi grono sympatyków, którzy kiedyś wspierali prezydenta Ferenca. Ja też w tym gronie byłem. Te same osoby opowiedziały się za tym, żeby wspierać moją osobę. Wtedy tworzyliśmy razem grupę pana prezydenta Ferenca, teraz tworzymy razem grupę prezydenta Fijołka” – wyjaśniał walczący o reelekcję prezydent Rzeszowa na jednej z konferencji prasowych cytowany przez rzeszowską Wyborczą.

Jak przekazali lokalni dziennikarze, na facebookowym profilu “Sąsiedzi Rzeszów” zaroiło się od komentarzy krytykujących postawę Konrada Fijołka. “Marketing polityczny ma opanowany. Lud ciemny kupi” – brzmiał jeden z nich.

Konrad Fijołek przejął konto po swoim zmarłym poprzednikufacebook.com/KonradFijolekRozwojRzeszowa

“Fijołek Travel”

Kontrkandydat Fijołka w wyborach prezydenckich poseł Adam Dziedzic z PSL w jednym z ostatnich spotów wyborczych “rozliczył” zagraniczne podróże ubiegającego się o reelekcję prezydenta Rzeszowa. Wytknął włodarzowi zbyt wysokie jego zdaniem koszty, jakie podatnicy musieli zapłacić za służbowe loty. Jak przekazał Adam Dziedzic, od początku kadencji, która trwa dwa lata i osiem miesięcy, prezydent Rzeszowa “wylatał” już 170 tysięcy złotych.

Konrad Fijołek do zarzutów kontrkandydata odniósł się na antenie Radia ZET. Dopytywany przez dziennikarkę Beatę Lubecką o efekty tych podróży mówił o pieniądzach i inwestorach, których udało mu się ściągnąć do Rzeszowa. Jak wymienił, to m.in. milion złotych od rządu tajwańskiego na doposażenie rzeszowskich szkół, czy milion złotych od Niemców na Centrum Integracji w Rzeszowie.

– Ściągnęliśmy bardzo ważne inwestycje, 13 nowych firm i 2000 nowych miejsc pracy. Tego nie da się załatwić siedząc w Świlczy, trzeba jeździć – wyjaśniał Fijołek. Adam Dziedzic był kiedyś wójtem Świlczy.

– Podróże zawsze trochę kosztują, ale zwróciły się w Rzeszowie co najmniej kilkudziesięciokrotnie, bo to jest kilkanaście milionów złotych różnych transferów finansowych, które do Rzeszowa trafiły, plus firmy i inwestycje – dodał Fijołek.

Dwa procesy w trybie wyborczym

Pierwszy wniosek złożył Komitet Wyborczy Stowarzyszenie Razem dla Rzeszowa. Domagał się w nim m.in. od prezydenta miasta Konrada Fijołka zaprzestania rozpowszechniania informacji, że Razem dla Rzeszowa i komitet wyborczy był i jest powiązany z jakąkolwiek partią polityczną, w tym z PiS. Poszło o napisy na szyldach trzymanych przez uczestników wtorkowej konferencji: “Razem dla Rzeszowa = PiS bis”, “Ujawniamy. Jacek Strojny = ukryty PiS”. Sąd pozew odrzucił, informując że “wniosek Razem dla Rzeszowa w większości dotyczył ocen wygłoszonych podczas wtorkowej konferencji przez Kamińskiego i Fijołka, a nie informacji, a tylko informacje mogą być sprostowane”.

Drugi pozew złożyła kandydatka Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców na prezydenta Rzeszowa Karolina Pikuła. Dotyczył słów, jakie padły podczas debaty kandydatów na prezydenta Rzeszowa 27 marca w Wyższej Szkole Prawa i Administracji. W rundzie pytań wzajemnych Pikuła dopytywała Fijołka, jak przygotował miasto i mieszkańców do ewentualnego zagrożenia wojennego, czy w Rzeszowie są schrony, a jeśli tak, to gdzie i ilu mieszkańców pomieszczą. Urzędujący prezydent Rzeszowa odpowiedział: “Dla bezpieczeństwa zrobiłem znacznie więcej pani Karolino, chociażby dla cyberbezpieczeństwa w naszym kraju, bo wiecie, że koledzy z Konfederacji z Rosji ciągle nas atakują”.

Sąd uznał, że wypowiedź prezydenta o “kolegach z Konfederacji z Rosji, którzy ciągle nas atakują” ma charakter opinii i poglądu, a nie informacji, a tylko te mogą być prostowane i Fijołek nie musi za nie przepraszać.

Sama kampania przebiegła spokojnie. – To była kampania w takim stylu, w jakim były kampanie za czasów Ferenca. Wszyscy wiedzieli, że i tak Ferenc wygra, więc już nie ma sensu za bardzo wnikać w temat. I trochę tak jest teraz w Rzeszowie. Wszyscy wiedzą, nawet jeśli są nieco rozczarowani Konradem Fijołkiem i woleliby, żeby był bardziej dynamiczny, łatwiej i szybciej podejmował decyzje itd., no to z drugiej strony wśród tych kandydatów nie ma nikogo, kto mógłby mu realnie zagrozić. Więc myślę, że też z tego wynika taka, a nie inna temperatura tej kampanii wyborczej – podsumowuje prof. Siewierska.

Źródło zdjęcia głównego: Konrad Krajewski/Shutterstock

More articles

- Advertisement -

Latest article